Jeszcze dwadzieścia lat temu nikt nie lajkował, nie streamował i nie skrolował. Dziś te czasowniki odmieniają się jak każde inne, mają formy dokonane i niedokonane, wchodzą w związki frazeologiczne i nikogo nie dziwią. Język przyjął je tak sprawnie, że większość użytkowników nie potrafi już powiedzieć, kiedy dokładnie się pojawiły.
Ten proces ma swoje mechanizmy, swoje reguły i swoje ograniczenia. Warto je znać choćby po to, żeby przestać traktować każde nowe słowo jako objaw upadku polszczyzny – bo dokładnie ten sam mechanizm dał nam kiedyś „ratusz”, „handel” i „komputer”.
Spis Treści
- 1 Cztery drogi, którymi powstaje nowe słowo
- 2 Dlaczego wszystkie nowe czasowniki kończą się na -ować
- 3 Jak wygląda przyswojenie słowa krok po kroku
- 4 Kto właściwie o tym decyduje
- 5 Dlaczego jedne słowa zostają, a inne znikają
- 6 Słowa, które zdążyły się zadomowić
- 7 Czy to zagrożenie dla polszczyzny?
- 8 Słowa powstają w użyciu, nie w słownikach
Cztery drogi, którymi powstaje nowe słowo
Zapożyczenie właściwe. Wyraz przechodzi z obcego języka wraz z brzmieniem i znaczeniem, a potem dostosowuje się do polskiej wymowy i odmiany. Tak weszły „weekend”, „smartfon”, „influencer”.
Kalka. Zapożyczana jest struktura, nie brzmienie – obce wyrażenie tłumaczy się element po elemencie. „Drapacz chmur” to kalka z angielskiego, „listonosz” z niemieckiego, a „mieć coś w planach” to konstrukcja tego samego typu.
Neosemantyzm. Stare słowo dostaje nowe znaczenie. „Mysz”, „pulpit”, „chmura”, „wirus”, „awatar” i „śledzić” funkcjonowały w polszczyźnie od dawna – zmieniło się to, do czego się odnoszą.
Derywacja od obcego rdzenia. Najciekawszy przypadek: obcy rdzeń plus polski przyrostek. Tak powstaje większość nowych czasowników i to właśnie ta droga jest dziś najbardziej produktywna.
Dlaczego wszystkie nowe czasowniki kończą się na -ować
Polszczyzna ma swoje ulubione narzędzie do przyswajania obcych czynności i jest nim przyrostek -ować. Działa niezawodnie: bierzemy angielski rdzeń, doklejamy końcówkę i dostajemy czasownik, który od razu odmienia się przez wszystkie osoby i czasy.
Lajkować, hejtować, streamować, skrolować, resetować, klikać, googlować, wapować, forwardować, dropować – każdy z tych wyrazów powstał w ten sam sposób i każdy natychmiast wpisał się w polski system fleksyjny.
Ten mechanizm ma dwie zalety, które przesądzają o jego popularności. Po pierwsze, jest całkowicie regularny – nie trzeba się zastanawiać, jak odmieniać nowy czasownik. Po drugie, tworzy formy aspektowe: obok „lajkować” mamy „polajkować”, obok „skrolować” – „przeskrolować”. Język zyskuje nie jedno słowo, lecz całe gniazdo.
Co ciekawe, w innych kategoriach gramatycznych bywa trudniej. Rzeczowniki muszą dostać rodzaj gramatyczny, a to nie zawsze jest oczywiste: mówimy „ten mem”, ale „ta apka”, „to selfie” nie odmienia się wcale, a przy „e-mailu” i „mejlu” wciąż trwają wahania ortograficzne.
Jak wygląda przyswojenie słowa krok po kroku
| Etap | Co się dzieje |
|---|---|
| Pojawienie się | Słowo funkcjonuje w wąskim środowisku, często w oryginalnej pisowni |
| Adaptacja fonetyczna | Wymowa upraszcza się do polskich nawyków artykulacyjnych |
| Adaptacja fleksyjna | Wyraz dostaje rodzaj i zaczyna się odmieniać |
| Adaptacja ortograficzna | Zapis spolszcza się, np. „lajk” obok „like” |
| Derywacja | Powstają wyrazy pochodne: czasownik, przymiotnik, rzeczownik odczasownikowy |
| Rejestracja | Słowo trafia do słowników i przestaje być odczuwane jako nowe |
Ostatni etap jest najważniejszy i najczęściej mylnie rozumiany. Słowniki nie decydują o tym, czy słowo istnieje – one jedynie odnotowują to, co już się przyjęło. Wyraz wchodzi do języka wtedy, gdy zaczynają go używać ludzie, a nie wtedy, gdy zatwierdzi go instytucja.
Kto właściwie o tym decyduje
Odpowiedź brzmi: nikt. W przeciwieństwie do francuskiego czy islandzkiego, gdzie działają ciała o realnych kompetencjach regulacyjnych, polszczyzna nie ma instytucji zatwierdzającej nowe wyrazy.
Rada Języka Polskiego opiniuje, doradza i wydaje ekspertyzy – na przykład w sprawie pisowni czy odmiany nazw własnych – ale nie ma narzędzi, by słowo zakazać albo nakazać. Językoznawcy opisują uzus, czyli faktyczne zwyczaje mówiących, i to uzus rozstrzyga.
Od kilkunastu lat ten proces jest zresztą dokumentowany na bieżąco. Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego prowadzi słownik najnowszego słownictwa polskiego, do którego trafiają wyrazy spełniające trzy warunki: pojawiły się w polszczyźnie po 2000 roku, nie ma ich w dotychczasowych słownikach i są już realnie używane. Zgłaszać nowe słowa może każdy, a redakcja prowadzi je przez kolejne etapy weryfikacji – od „poczekalni”, przez wstępny hasłownik, po pełne hasło słownikowe.
To rzadki przypadek leksykografii robionej na żywo, razem z użytkownikami języka.
Dlaczego jedne słowa zostają, a inne znikają
Nie każde nowe słowo się utrzymuje. Decyduje kilka czynników.
Czy nazywa coś, czego nie da się nazwać inaczej. „Smartfon” przetrwał, bo „telefon komórkowy” przestał wystarczać. Słowa dublujące istniejące określenia zwykle wypadają.
Czy jest krótsze od opisu. Język konsekwentnie wybiera skrót. Jedno słowo wygrywa z trzywyrazowym wyrażeniem niemal zawsze.
Czy da się je odmieniać. Wyrazy oporne fleksyjnie żyją krócej albo funkcjonują tylko w mowie potocznej.
Czy przetrwa technologia, która je przyniosła. To najbrutalniejszy filtr. „Faksować”, „dzwonić na kartę”, „nagrywać na wideo” odchodzą razem z urządzeniami, do których się odnosiły. Podobny los spotkał „pagera”, „dyskietkę” i większość słownictwa związanego z modemem.
Dlatego słownictwo ostatnich dwóch dekad jest tak mocno związane z ekranem, siecią i urządzeniami – te obszary po prostu najszybciej się zmieniają i najczęściej potrzebują nowych nazw.
Słowa, które zdążyły się zadomowić
Dobrym testem na to, czy wyraz naprawdę wszedł do języka, jest sprawdzenie, czy potrafimy go odmienić bez namysłu i czy powstały od niego kolejne wyrazy.
| Wyraz | Co z niego powstało |
|---|---|
| lajk | lajkować, polajkować, lajkowanie, antylajk |
| hejt | hejtować, hejter, hejterski, zahejtować |
| skrol | skrolować, przeskrolować, skrolowanie |
| stream | streamować, streamer, streaming |
| ogarniać | ogarnięty, ogar, nieogarnięty, ogarnięcie tematu |
Ostatni wiersz jest o tyle ciekawy, że nie ma w nim żadnego zapożyczenia – „ogarniać” to stare polskie słowo, które w ostatnich latach dorobiło się zupełnie nowego znaczenia i całego gniazda wyrazów pochodnych. Neosemantyzmy potrafią więc być równie produktywne jak zapożyczenia, tylko nikt ich nie zauważa, bo brzmią swojsko.
Czy to zagrożenie dla polszczyzny?
Ten argument wraca w każdej dekadzie od co najmniej dwustu lat i za każdym razem dotyczy innego języka źródłowego. W XVI wieku obawiano się latynizmów, w XVIII francuszczyzny, w XIX germanizmów i rusycyzmów. Polszczyzna wchłonęła je wszystkie i nadal jest polszczyzną – z „ratuszem” z niemieckiego, „bankiem” z włoskiego i „biurem” z francuskiego w zestawie podstawowym.
Językoznawcy zwracają uwagę na coś innego: zagrożeniem nie jest liczba zapożyczeń, lecz sytuacja, w której język przestaje tworzyć własne formy i przestaje adaptować obce. Dopóki z angielskiego rdzenia robimy polski czasownik, odmieniamy go i budujemy z niego kolejne wyrazy, system działa dokładnie tak, jak powinien.
Słowa powstają w użyciu, nie w słownikach
Nowe słowa nie biorą się z rozporządzeń ani ze słowników, tylko z codziennego użycia – z potrzeby nazwania czegoś, co przed chwilą zaczęło istnieć. Część z nich zniknie razem z modą albo technologią, część zostanie na tyle długo, że za dwadzieścia lat nikt nie będzie pamiętał o ich obcym pochodzeniu. Tak właśnie zachowuje się język, który jest w ciągłym użyciu.
Artykuł powstał przy współpracy z https://e-smoke.org







